Rok 1853 był przełomowy w karierze dwudziestoletniego Brahmsa. Zagrał swoje kompozycje Robertowi Schumannowi, który następnie, na łamach „Neue Zeitschrift für Musik” napisał słynny, wychwalający Brahmsa artykuł pt. „Neue Bahnen” i polecił młodego kompozytora wydawnictwu Breitkopf & Härtel, które w swoim katalogu miało m.in dzieła Haydna, Beethovena, Chopina i samego Schumanna.
Pierwsze, wydane w tym samym roku kompozycje JB to sonaty fortepianowe, które dla mnie brzmią jak mash-up Beethovena z Chopinem. Op. 4, Scherzo, to już czysty Chopin, co zabawnie skomentowała Valentina Lisitsa za pomocą fortepianu:
Brahms wydaje też trzy cykle pieśni i dopiero jako opus nr 8 ukazuje się Trio na skrzypce, wiolonczelę i fortepian nr 1, piękny, melodyjny utwór, już bez szpanerskich, wirtuozerskich pasaży, w którym instrumenty mają klarownie rozpisane role, a romantyczne histerie są dość oszczędnie dozowane.
Brahms nie był jednak zadowolony z efektów i 35 lat później przerobił znacznie utwór, jednak nie usuwając pierwszej wersji z katalogu B&K.
Poniżej link do wykonania fenomenalnej, niderlandzkiej skrzypaczki Janine Jansen w towarzystwie dwóch młodych zakapiorów. Wersja z 1889 roku. Przy okazji: Janine Jansen gra na Stradivariusie z 1715 roku!
Trio ma symfoniczny rozmiar, jego wykonanie trwa zazwyczaj blisko 40 minut. Najdłuższa część pierwsza napisana jest w formie tzw. allegro sonatowego, które współczesnemu słuchaczowi, przyzwyczajonemu do bardziej zwięzłej narracji, zazwyczaj sprawia spory problem. Pamiętajmy jednak, że w tamtych czasach istniała tylko muzyka na żywo! Nie było radia, płyt, streamingu, więc celebrowano każdą magiczną chwilę z dźwiękami.
Gwoli przypomnienia: forma sonatowa w skrócie wygląda tak: najpierw mamy ekspozycję, czyli kompozytor prezentuje nam swoje pomysły, zazwyczaj są to dwa kontrastujące ze sobą tematy, często pierwszy jest mocny, męski, bohaterski (pa-pa-pa-pam z 5. Beethovena), drugi liryczny, kobiecy (po pa-pa-pa-pam mamy w 5. Beethovena takie śliczne la-la-la, wszyscy znamy!).
W naszym Trio pierwszy temat Allegro (00:00 – 02:30 w nagraniu Jansen) to zaskakująco „nowoczesna” melodia, która mogłaby z powodzeniem stać się kanwą do napisanej w naszych czasach piosenki. No, ale słuchamy kompozycję speca od pieśni, Brahms napisał ich ponad 200, więcej niż Bitelsi!
Drugi temat części pierwszej (od 02:31) jest bardziej zadumany i zakręcony, wprowadza np. bardzo charakterystyczny motyw fortepianu (02:35 – usłyszymy go jeszcze) i kończy się lekkim atakiem romantycznej histerii. W wersji z 1854 jest w nim kilka zawahań, poszukiwania kolejnej myśli i ma wpleciony fragment uroczej, niemal bachowskiej fugi, co potwierdza tezę, że niemiecki kompozytor romantyczny, kiedy nie wiedział, co robić, rąbał fugę.
W wersji Allegro z 1889 fuga, niepewności i niemal połowa materiału znikają, całość jest bardziej zwarta, konsekwentna i krótsza: pierwsza część z 1854 roku, oczywiście z powtórką ekspozycji, grana w szybkim tempie przez Abegg Trio trwa 18 minut, a zrelaksowani Tezlaff, Tezlaff & Vogt pokonują dystans poniżej 14 minut. Inna istotna różnica między wersjami to także rozdzielenie ról między instrumentami: np. w pierwszej części w wersji 1854 skrzypce i wiolonczela od początku grają razem, w wersji 1889 pierwszy temat wprowadza wiolonczela, skrzypce dołączają dużo później.
Ekspozycja kończy się w 04:01, po czym mamy… powtórkę ekspozycji, czyli wszystko jeszcze raz od początku. Ten zabieg stosowano, aby słuchacz „nauczył się” materiału i mógł potem śledzić jego przekształcenia.
A te zaczynają się w okolicach 08:10. Teraz kompozytor rozsypuje klocki, z których zbudował oba tematy i zaczyna się nimi bawić. Jeżeli zapamiętaliśmy niektóre charakterystyczne motywy z ekspozycji: melodie i figury rytmiczne, znajdziemy je poukładane inaczej (np. motyw fortepianu z 02:35 w okolicy 11:44 i dalej w przetworzeniach). Jest też sporo nowej muzyki, spajającej fragmenty tematów. Jak w jazzowej improwizacji 🙂 Na końcu mamy tzw. rekapitulację, czyli oba tematy wracają w skondensowanej formie i buduje się z nich finał.
Część druga (Scherzo, zaczyna się w 15:45), krótka i treściwa, ma inną budowę, ABA. Fragment A, oparty jest na wpadającej w ucho figurze, rytmiczno-melodycznej, przekazywanej sobie przez instrumenty, następuje po nim liryczny temat B (17:45), czyli dotąd mamy podobną budowę, jak w allegro sonatowym, jednak w formie ABA nie mamy już zabawy tymi temtami, tylko wracamy do A w 20:28 i jedziemy jeszcze raz.
Formalnie bardzo proste, oszczędne, wręcz minimalistyczne Adagio stawia w centrum fortepian, często grający pojedyncze dźwięki na delikatnym tle duetu skrzypiec i wiolonczeli. W poprawionej wersji z 1889 wyleciał z niego fragment z uroczym pizzicato na obu instrumentach smyczkowych. Może się staremu Brahmsowi pizzicato za bardzo z Czajkowskim kojarzyło? Panowie się niespecjalnie lubili 😉
Finał rozpoczyna krótki temat w metrum 3/4, który w różnych wariacjach powraca obsesyjnie, trochę jak sto lat później w „czy pamiętasz jak ze mną tańczyłeś walca?” Zygmunta Koniecznego.
Rewizja z 1889 roku dobrze zrobiła tej części, bo w pierwszej wersji przydługi finał meandruje i końcowe akordy pojawiają się trochę z d**y, po dłuższym pasażu o niczym. Stary Brahms wiedział, co robi. Ale młody też odwalił kawał roboty. Nie dziwi, że tak szybko zdobył rozgłos.
W obu wersjach forma utworu jest ślicznie, symetrycznie elegancka: część pierwsza i dwie ostatnie razem trwają niemal tyle samo, rozdzielone są zwięzłym scherzem.
Otwierające Allegro też jest proporcjonalne: ekspozycja tematów i jej powtórzenie to niemal dokładnie połowa tej części.
Piękny utwór, czysta przyjemność!



