UFO nad Filadefią

  • Michael DAUGHERTY (*1954) Philadelphia Stories, UFO
  • Evelynn GLENNIE, instrumenty perkusyjne
  • dyrygentka: Marin ALSOP
  • Colorado Symphony Orchestra
  • Naxos 2006

MICHAEL DAUGHERTY to Zelig amerykańskiej muzyki. W jego nietuzinkowej biografii znajdujemy muzykę country, soul, swinging London pod koniec lat 60., letnie kursy w Darmstadt, doktorat nt. Mahlera i Ivesa, jest też Frank Zappa, Gil Evans, Luciano Berio, Pierre Boulez, Leonard Bernstein, nawet György Ligeti… Ten ostatni:

„…encouraged and inspired Daugherty to find new ways to integrate computer music, jazz, rock, and American popular music with concert music. In (…) 1984, Daugherty returned to America and devoted his career to doing just that.

https://en.wikipedia.org/wiki/Michael_Daugherty

I tak zaczęła się lawina cudownie eklektycznych i pokręconych kompozycji, nagrań i nagród Grammy. Bohaterami i inspiracjami Daugherty’ego stały się postaci i miejsca z dziejów Ameryki: Mount Rushmore, Ernest Hemingway, Superman (!), Woody Guthrie, Mississippi itd.

Muzyka Daugherty’ego jest bardzo przystępna, melodyjna i rytmiczna. Kompozytor wie, że Ameryka jest ojczyzną jazzu, rocka i hollywoodzkiej muzyki, a nie dodekafonii czy serializmu, i zostawia nurzanie się w post-awangardzie koleżankom i kolegom zza oceanu.

„Philadelphia Stories”, kompozycja z 2001 to w zasadzie trzyczęściowa quasi-symfonia, której finałem jest, często wykonywany osobno, wirtuozerski kawałek orkiestrowy „Bells for Stokowski”. Jeżeli nie macie czasu na całość, wysłuchajcie proszę chociaż tego numeru, to tylko 13 minut, wliczając cytat z dWK Bacha. Naprawdę warto.

Płytę uzupełnia kompozycja z 1999 roku pt. „UFO”. Tu w roli głównej słynna szkocka, niesłysząca perkusistka, Evelyn Glennie. A w zasadzie Dame Evelyn Glennie. „UFO” to muzyka mniej formalnie uporządkowana i bardziej „creepy”, jej fragmenty nadały by się do horroru albo thrillera. Jest nawet syrena alarmowa, jak u Varése. 

Nagranie poprowadziła obecna szefowa NOSPR, urodzona w N.Y. Marin Alsop z orkiestrą symfoniczną z Colorado, więc jest amerykańsko, jak się patrzy, nie licząc Bacha, Varése i solistki 🙂

Komentarze

Dodaj komentarz