- Piotr CZAJKOWSKI (1840-1893) 1. Symfonia „Zimowe sny”
- dyrygent: Michael TILSON THOMAS
- Boston Symphony Orchestra
- Deutsche Grammophon 1971

Jedna z najpiękniejszych romantycznych symfonii ever!!!
Została napisana przez 26 letniego Czajkowskiego, który właśnie został profesorem w petersburskim konserwatorium (krótko wcześniej sam w nim studiował pod Antonem Rubinsteinem), w 1866 roku, czyli dokładnie wtedy, gdy Anton Bruckner pisał swoją Pierwszą, Brahms pracował już nad swoim Numerem Jeden (ukończył 10 lat później), Antonin Dvořak zgubił manuskrypty swoich dwóch pierwszych symfonii, a Mahler miał 6 lat i słuchał orkiestr wojskowych.
Neurotyk Czajkowski podobno cierpiał okrutne męki, pisząc swoje pierwsze, poważne dzieło. Kompozytorowi oczywiście się nie podobało (Czajkowski zasadniczo nienawidził swojej muzyki!) i na dodatek, jako zbyt progresywne, nie spodobało się także konserwatoryjnej konserwie w osobie samego Rubinsteina, wyroczni petersburskiego światka muzycznego. W efekcie przerabiane i odkładane „Zimowe sny” wykonano dopiero dwa lata po ukończeniu, w 1868 roku.
Co to jest za cudo! Czajkowski miał niezwykły talent do zwiewnych melodii, za co jest obecnie nienawidzony, bo przecież poważne dzieło musi być ponure i ciężkie. A tu jest pięknie i lekko, jak u ABBY. Czteroczęściowy utwór robi się nieco chaotyczny w finale, kiedy po jakichś ludowych „czastuszkach” Czajkowski nagle rąbie fugę, sądząc najwyraźniej, że obowiązkiem poważnego kompozytora jest rabanie fugi ni z tego, ni z owego, jednak trzy pierwsze rozdziały symfonii są tak niewiarygodnie piękne, że można debiutantowi wybaczyć problemy w finale.
Czajkowski jest niemodny. Od dawna się go nie grywa i nie nagrywa tak często, jak kiedyś.
Nagranie Tilsona Thomasa pochodzi z 1971 roku, kiedy dyrygent był niemal w tym samym wieku, co Czajkowski komponując Pierwszą. Nie mam i nie znam fajniejszego nagrania Pierwszej! Fenomenalni w tej muzyce Roccardo Muti i Igor Markevitch w swoich nagraniach spieszą się gdzieś w pierwszej części, gubiąc po drodze nieco wirującej magii śnieżnej zamieci, Jansons momentami przynudza, ale za to finał mu wyszedł ciekawiej niż u MTT! Neville Marriner jest dość chłodny, jakby bał się okazywać zbyt wiele emocji. Wersja Herberta von Karajan nie ma takiej witalności, jak Thomas, jest poważniejsza, bardziej skupiona, trochę jak… Brahms. A Czajkowski muzyki Brahmsa nie lubił… Niesłusznie 😉
Tutaj bardzo ładne, niedawne (2025) wykonanie pod niemiecką dyrygentką Eriną Yashima:
Dodaj komentarz