Ta książka powinna być lekturą obowiązkową nie tylko dla marketingowców i ludzi z reklamy, ale także dla scenarzystów, producentów, reżyserów. Bo media także cierpią na coś, co Sutherland nazywa „measurebation” i często artystyczne czy merytoryczne decyzje są podejmowane na podstawie liczb, wyników, wykresów itd. Sam brałem udział w tym procederze, dość logicznym z punktu widzenia każdego menedżera, bo jeśli coś można zmierzyć, można tym zarządzać. 

Tymczasem, to już cytat z Sutherlanda: „NOT EVERYTHING THAT MAKES SENSE WORKS, AND NOT EVERYTHING THAT WORKS MAKES SENSE”.

Logika i „zdrowy rozsądek” trzymają dziś władzę na polach, które kiedyś uprawiali wariaci i wizjonerzy. Podejście oparte o twarde dane i inżynierską logikę dominuje, a to oznacza kreatywną stagnację, bo WSZYSTKIE dane pochodzą z tego samego miejsca: Z PRZESZŁOŚCI…

W „Alchemy” znajdziemy mnóstwo przykładów niekonwencjonalnego podejścia do problemów, nie tylko  marketingowych, także generalnie – komunikacyjnych i społecznych. Jeżeli chcecie dowiedzieć się, dlaczego Red Bull odniósł globalny sukces a pierwsze Walkmany nie miały funkcji nagrywania, dlaczego nie powinno się zapraszać gości na wesele mailem i jak można zaradzić frustracji pasażerów zbiorowej komunikacji, przeczytajcie koniecznie.

I to nie jest zbieranina ciekawostek, to głos wiceprezesa agencji Ogilvy z 40 latami stażu w reklamie i marketingu. Głos, mam wrażenie, wołający na puszczy…

Posted in

Dodaj komentarz